Sedno Sprawy

Tiziano Terzani połączył naukę Wschodu i Zachodu, perspektywę i światopogląd Północy i Południa. Jako jeden z niewielu potrafił odnaleźć prawdę w złożoności stosunków międzynarodowych. Jego życie pełne było głębokich doświadczeń związanych z wojnami i biedą wielu rejonów świata, rakiem i remedium, które pozwoliłoby mu dalej żyć i szukaniem odpowiedzi na podstawowe pytania, na które wielu z nas nie potrafiłoby odpowiedzieć. Dzieki temu jego twórczość stała się wiarygodnym przekazem myśli, wiedzy i wartości które, mogą odmienić szalony kurs obrany przez ludzkość. Nikt, jak dotąd nie ujął lepiej przyczyn, które powodują naszą frustrację i bezsilność oraz metod, dzięki którym możemy w końcu poczuć się lepiej. Musimy małymi krokami zmieniać świat. Nadszedł moment, by wydobyć twórczą energię i zacząć uzdrowicielskie zmiany siebie i świata. Czas wykonać pierwszy ruch!

“Góry, tak jak morze, przypominają nam o bezmiarze, dzięki któremu człowiek czuje się bardziej wzniosły, podniesiony na duchu. Ta sama wielkość jest w każdym z nas, ale trudno nam ją dostrzec. Dlatego góry tak nas przyciągają. Dlatego w ciągu wieków tylu mężczyzn i tyle kobiet dotarło tu, na górę, w Himalaje w nadziei odnalezienia na wysokości odpowiedzi, które im umykały na nizinach. Nadal przychodzą.

Czasami zastanawiam się, czy uczucie frustracji i bezsiły, doznawane przez tak wielu, zwłaszcza młodych ludzi, we współczesnym świecie, nie jest spowodowane tym, że wydaje im się tak skomplikowany i trudny do zrozumienia, że jedyną możliwą reakcją jest przeświadczenie, że należy on do kogoś innego, jest światem, którego nie można dotknąć, którego nie można zmienić. Tak jednak nie jest: świat należy do wszystkich.

A jednak wobec złożoności nieludzkich mechanizmów – sterowanych nie wiadomo skąd, nie wiadomo przez kogo – pojedyńczy człowiek staje się coraz bardziej zdezorientowany, czuje się zagubiony, więc wykonuje tylko swoją małą cząstkę, za którą jest odpowiedzialny, zadanie, które ma przed sobą, nie interesując się resztą, i w ten sposób rośnie jego odosobnienie, poczucie bezużyteczności. Dlatego, moim zdaniem, trzeba w każdym zagadnieniu szukać jego sedna. Jeżeli będziemy zadawać pytania podstawowe, znalezienie odpowiedzi okaże się dużo prostsze. – Wojny towarzyszyły nam w całej historii. Były i zawsze będą – mówią.

– Ale dlaczego mamy powielać starą historię? Dlaczego nie zaczniemy nowej? – odpowiadał Gandhi, kiedy słyszał to banalne spostrzeżenie.

Koncepcja, że ludzkość może zerwać z przeszłością i dokonać ewolucyjnego przeskoku jakościowego, często pojawiała się w myśli hinduskiej zeszłego wieku. Argument jest prosty: jeśli my, homo sapiens, jesteśmy rezultatem ewolucji od małpy, dlaczego nie możemy sobie wyobrazić, że ten sam człowiek, dzięki kolejnej mutacji, mógłby się stać istotą bardziej duchową, mniej przywiązaną do świata materialnego, bardziej zaangażowaną w związek ze swoim bliźnim i mniej chciwą wobec reszty wszechświata?

Dalej: ponieważ ta ewolucja jest zależna od sumienia, dlaczego nie spróbujemy zrobić teraz pierwszego kroku w tym kierunku? Nie mogłoby być lepszego momuntu, jako że ten homo sapiens osiągnął właśnie maksimum swoich możliwości, włącznie z możliwością zniszczenia samego siebie bronią, którą mało rozważnie sam stworzył.

Spójrzmy na siebie w lustrze. Nie ma wątpliwości, że w ciągu ostatnich tysiącleci dokonaliśmy ogromnego postępu. Latamy jak ptaki, pływamy pod wodą jak ryby, docieramy na Księżyc i wysyłamy sondy na Marsa. Jesteśmy teraz nawet zdolni do klonowania życia.

A jednak nie jesteśmy w zgodzie ani z samymi sobą, ani ze światem wokół nas. Zdeptaliśmy Ziemię, skaziliśmy rzeki i jeziora, wycięliśmy całe połacie lasów i zmieniliśmy w piekło życie zwierząt, z wyjątkiem tych niewielu, które nazywamy przyjaciółmi i które rozpieszczamy dopóty, dopóki służą nam jako namiastka towarzystwa ludzi.

Powietrze, woda, ziemia i ogień, żywioły, które wszystkie starożytne cywilizacje uważały za podstawowe elementy życia – święte – nie mogą już się same odradzać jak dawniej, odkąd człowiekowi udało się je poskromić i zaprząc ich moc do własnych celów. Ich święta nieskazitelność została zbezczeszczona. Równowaga została zburzona.

Wielki postęp materialny nie pociągnął za sobą postępu duchowego. Wręcz przeciwnie, od kiedy człowiek stał się tak bogaty, pod tym względem nie był chyba nigdy tak biedny. Stąd idea, żeby ludzkość odwróciła tę tendencję i odzyskała utraconą kontrolę nad tym wyjątkowym narzędziem, jakim jest umysł. Umysł, dotychczas używany głównie do poznania i opanowania świata zewnętrznego, jakby był on jedynym źródłem naszego ulotnego szczęścia, powinien zainteresować się też światem wewnętrzym, samopoznaniem. Śmieszne pomysły jakiegoś fakira siedzącego na łóżku z gwoździ? Wcale nie. To są idee, które w takiej czy innej postaci, w różnych językach, krążą po świecie od jakiegoś czasu. Po świecie zachodnim, gdzie system, któremu te idee teoretycznie się przeciwstawiają, już je wchłonął, tworząc z nich “produkty” ogromnego już rynku “alternatywnego”, który oferuje wszystko: od kursów jogi po medytację, od aromaterapii po “wakacje duchowe” dla wszystkich sfrustrowanych pogonią za plastikowym króliczkiem materialnego szczęścia. Krążą i po świecie muzułmańskim, rozdartym między tradycją a nowoczesnością, gdzie się odkrywa pierwotne znaczenie dżihadu, który nie jest jedynie świętą wojną z wrogiem zewnętrznym, ale przede wszystkim świętą wewnętrzną wojną z najniższymi instynktami i emocjami człowieka.

Nie jest więc powiedziane, że rozwój człowieka ku wyższym ideom jest niemożliwy. Chodzi o to, żeby przestać bezwiednie podążać w tym samym kierunku co teraz. Kierunku szaleńczym, tak jak szaleńcza jest wojna Osamy bin Ladena i George’a Busha. Obydwaj powołują się na Boga, ale nie zmienia to tej rzezi w bardziej świętą.

Zatrzymajmy się na chwilę. Wyobraźmy sobie nasze czasy z perspektywy naszych prawnuków. Spójrzmy na dzień dzisiejszy z punktu widzenia jutra, żeby nie żałować później, że straciliśmy dobrą okazję, aby w końcu zrozumieć, że świat jest jeden, że każda jego część ma swój sens, że można zmienić zasadę współzawodnictwa na etykę współżycia, że nikt nie ma na nic monopolu, że koncepcja wyższości jednej cywilizacji nad drugą jest tylko owocem niewiedzy, że harmonia, tak jak piękno, tkwi w równowadze przeciwieństw i że pomysł, aby pozbyć się jednego z nich, jest najzwyczajniej bluźnierczy. Jaki byłby dzień bez nocy? Życie bez śmierci?

Na tej samej zasadzie nie możemy dziś dalej bogacić się kosztem większości świata, która pozostaje w biedzie. Prędzej czy później, w takiej czy innej formie, będziemy musieli za to zapłacić. Rachunek wystawią nam albo inni ludzie, albo sama natura.

Każdy z nas może coś zrobić. Wszyscy razem możemy zrobić tysiąc rzeczy.

Przyczyny wojen tkwią częściej wewnątrz nas niż gdzieś na zewnątrz. Kryją się w takich uczuciach, jak pożądanie, strach, niepewność, chciwość, duma, próżność. Powoli musimy się spod nich wyzwolić. Musimy zmienić nasze podejście. Zacznijmy podejmować decyzję, które dotyczą nas i innych, kierując się bardziej moralnością, mniej zaś własnym interesem. Częściej róbmy to, co jest właściwe, zamiast tego, co jest dla nas wygodne. Uczmy dzieci uczciwości, nie sprytu.

Powróćmy do pewnych form zachowania, odzyskajmy kontrolę nad językiem, w którym słowo “bóg” stało się czymś w rodzaju przekleństwa, mówmy “uprawiac miłość” zamiast “uprawiać seks”. To też na dłuższą metę robi różnicę. Nadszedł moment, żeby wyjść z ukrycia, moment na wprowadzenie w życie zasad, w które się wierzy. Cywilizacja staje się dużo silniejsza raczej dzięki swojej postawie moralnej niż nowej broni.

A przede wszystkim musimy się zatrzymać, zastanowić się przez chwilę, wyciszyć. Często jesteśmy przerażeni naszym życiem, jak człowiek uciekający ze strachu przed własnym cieniem i echem swoich kroków. Im szybciej biegnie, tym bardziej ściga go jego cień, tym donośniejszy staje się odgłos jego kroków, który go trwoży. W końcu zatrzymuje się i siada w cieniu drzewa. Zróbmy to samo.

Z perspektywy przyszłości sa to jeszcze dni, w których można coś zrobić. Zróbmy to. Czasem sami, czasem wszyscy razem. To jest dobra okazja.

Droga jest długa i często jeszcze nieznana. Czy wolimy tę, która prowadzi nas do zdziczenia? Czy tę, jeszcze któtszą, do naszego wyginięcia?

A zatem – dobrej podróży! Po świecie oraz do własnego wnętrza.”

~ Tiziano Terzani